Portfolio to dość poważne słowo, ale z braku innego niech i tak będzie. W gruncie rzeczy chodzi mi o to, żeby ci pokazać co do tej pory zrobiłem, więc to chyba dobre określenie.
Pięć lat temu
żona pokazała mi w necie stolik kawowy i powiedziała, że chciałaby kiedyś taki mieć, ale trochę większy i żeby tu miał taką półeczkę, a z drugiej strony może szuflady. Chwilę to zajęło, ale efekt podoba mi się do dzisiaj, choć jest to cholernie ciężkie dziadostwo i następny egzemplarz zrobię już inaczej.




Wtedy pomyślałem,
że robienie w drewnie jest bardzo przyjemne, od razu widać efekt pracy, a nawet jak coś nie wychodzi to można zacząć od nowa i absolutnie nikt nie będzie marudził:) Od tego się więc zaczęło.
Czasem zostaje jakiś kawałek
z którym nie wiadomo co zrobić. Leży sobie i czeka, o jeść nie woła. A po jakimś czasie pojawia się myśl: “a może by tak zrobić z tego parapet?”. Sklejka sosnowa, trzy warstwy lakieru jachtowego, mamy trochę kwiatków, z których wiecznie się leje…


Tegoroczny polski urlop
oznaczał u nas remont łazienki, który nieplanowanie oznaczał również remont przedpokoju, który rozrósł się do remontu salonu, trwał pół roku i teraz czeka w kolejce sypialnia… A jak się robi łazienkę to trzeba do niej zrobić meble! Może to być banalnie prosta szafka, gdzie można upchnąć część kosmetyków, a i moja szczoteczka się zmieści.



Może to też być nieco bardziej skomplikowana szafka pod umywalkę, ograniczenia wyzwalają kreatywność (w tym wypadku ograniczenia przestrzeni), “a może by ty zrobić cargo?”.



Ale może to też być coś o wiele bardziej skomplikowanego, choć pozornie wyglądającego na proste. Żona zarządziła rozsuwane drzwiczki, ryflowane, półprzezroczyste. Szukaliśmy z bratem (tak, brat mi pomaga w stolarskich przygodach, fajnie się z nim pracuje!) i ni cholery nigdzie takich nie było, więc postanowiliśmy je… odlać z żywicy epoksydowej. Trwało to długo, było trudne i drogie, ale rezultat jest zajebisty, jakkolwiek nieskromnie by to nie brzmiało:) I na pewno nie jest to moje ostatnie słowo w temacie żywicznym!



No dobra,
łazienka skończona, co dalej? No tak, szafka na buty. Nad nią wisi płyta z wieszakami na kurtki zasłaniająca puszkę z bezpiecznikami, dołożyłem szufladę na pierdoły i wyszło całkiem zgrabnie.



Kolejna rzecz,
która wyszła (no, na zdjęciach jeszcze nie wyszła, ale już jest skończona i dostarczona) z mojego warsztatu to biurko dziecięce (uprzedzając pytania – nie, nie mam dalej dzieci, to dla siostrzenicy żony). Oryginalnie projekt był inny, ale musiałem zmniejszyć, żeby się zmieściło pod parapetem. Idea blatu, który rośnie wraz z dzieckiem została, sklejka brzozowa, lakier półmatowy, żeby pasowało do ikeowskich mebli naokoło.





To największy,
najbardziej czasochłonny i skomplikowany mebel jaki do tej pory wykonałem. Poprzedni regał na książki szybko stał się za mały, a i tak musiałem go przenieść na drugą ścianę, więc postanowiłem zrobić nowy. A jak nowy to lepszy, większy, ale tez inny. Projekt kilka razy się zmieniał, a jego ostateczna wersja odbiega od pierwotnej, ale z efektu końcowego jestem dumny jak paw. Najtrudniejsze były zaokrąglenia (a jest ich 16) i trochę sklejki musiałem zmarnować zanim wymyśliłem jak to robić z głową. Zamontowałem go już chwilę temu, ale wciąż łapię się na tym, że siedzę na kanapie i uśmiecham się w dumą patrząc na ten niecodzienny mebel. I tylko szkoda, że już się skończyło na nim miejsce…


Montaż też był ciekawy…
A skoro żona
Ma nowy regał na książki to dlaczego ja nie mogę mieć nowego regału na płyty? Tym razem cieńsza sklejka, bez zaokrągleń, ale z równie niecodzienną formą.




W międzyczasie
wykończyliśmy z bratem nowa salkę prób i wygląda ona wspaniale. Dyfuzory i absorbery oczywiście naszej produkcji!




Co będzie następne?
Aż się prosi żeby wkleić tu nieśmiertelne ” czas pokaaaże, czas pokaaaże!”, bo nikt nie wie co będzie następne, mam kilka pomysłów, które będę realizował po kolei, ale jeżeli masz jakąś meblarską zachciankę, której internet nie umie spełnić to pogadajmy. Na razie coś tam sobie rysuję, dumam, zobaczymy co z tego będzie